SKPB Łódź My w górach Szkolenia Relacja ze szkolenia z turystyki zimowej w Tatrach
Relacja ze szkolenia z turystyki zimowej w Tatrach
Autor: Amelia Szafrańska    Utworzone: 18.11.2017

img_2831  W dniach 11-13.01.2013 silna ekipa przewodników SKPB Łódź w składzie: Tomek Kluska (35), Sławek "Lopez" Niewiadomski (43), Edyta Wiśniewska (46), Janek Gargól (107), Maciek Klimczak (113), Bartosz "Malina" Malinowski (122), Patrycja Bryszewska (125), Amelia Szafrańska (128), Ania Niewiadomska (138) oraz Basia Tenerowicz (141) wraz z 1-osobowym, acz znaczącym wsparciem w postaci znajomego Sebastiana Sieradzkiego uczestniczyła w szkoleniu z zimowej turystyki wysokogórskiej, jakie odbyło się w Tatrach.

 

Kierownikiem i inicjatorem całego "zamieszania" był Bartosz Malinowski, zaś szkoliła nas dwójka doborowych przewodników tatrzańskich (również międzynarodowych), instruktorów narciarstwa alpejskiego i wspinaczki, czyli Zosia Bachleda i Artur Zwatrzko.

 Do "Moka"* dotarliśmy - w różnym składzie i na różny sposób - już w czwartkowy wieczór (a w zasadzie nocą). Spacer o pierwszej w nocy zaśnieżoną drogą nad Morskie Oko, pośród wszechogarniającej ciszy jest całkiem przyjemny. Jakże rożni się on od wędrowania tą samą drogą w letni poranek, przepychając się między tłumami wycieczek i góralskimi bryczkami wiozącymi co bardziej leniwych turystów. W zimową noc na trasie byliśmy sami. Podobnie w schronisku - w sezonie pęka ono w szwach - natomiast w połowie stycznia, poza naszą grupą, nocowało tu zaledwie kilka osób.


 W piątek od rana rozpoczęliśmy zajęcia - najpierw podział sprzętu. Każdy z nas na 3 dni dostaje: lawinowe ABC (łopata + sonda + detektor lawinowy), raki, czekan, kask i uprząż. Do tego pięć lin do podziału. Najpierw krótka dawka teorii – uczymy się najpotrzebniejszych węzłów: ósemki, skrajnego tatrzańskiego, improwizowanej uprzęży, skrótu taternickiego oraz szybkiego klarowania liny. Wszystko to wygląda na dość łatwe – trudniej będzie w kolejne dni w terenie, na zimnie (-8/-10 st.C.), w grubych rękawicach – ale to jeszcze przed nami… Na razie montujemy na sobie detektory lawinowe, pakujemy potrzebny sprzęt… i w góry. Z powodu lekko roztopionej powierzchni stawu, zmuszeni jesteśmy wędrować wokół ścieżką, zamiast elegancko przekroczyć Morskie Oko po lodowej tafli. Mniej więcej na wysokości skrętu nad Czarny Staw zbaczamy ze szlaku. Torując w świeżym śniegu zmierzamy pod ściany Mięgusza**. To tu, na stoku, nieco poniżej Maszynki do Mielenia Mięsa*** będzie teren dzisiejszych zajęć. Za pomocą łopat tworzymy tory, na których będziemy ćwiczyć zjazdy i hamowania. Z początku bez sprzętu… rozpędzamy się leżąc na plecach, odwracamy się na brzuch i hamujemy za pomocą rąk i nóg – to tzw. metoda "na kota". Potem kolejno to samo zjeżdżając najpierw na brzuchu głową w dół, później na plecach głową w dół. Już myślimy, że to kres naszych możliwości – gdy tymczasem zabawa dopiero się rozpoczyna – tym razem do hamowania zamiast kończyn będziemy używać czekana. Ćwiczenia kończymy krótką nauką chodzenia w rakach i posługiwania się czekanem. Jeszcze wieczorna dawka teorii – Zosia z Arturem przekazują najważniejsze informacje odnośnie lawin (jak ich unikać i jak sobie radzić, gdy na nie trafimy) i już można zacząć tradycyjną wieczorną integrację,choć część z nas jeszcze długo wieczorem ćwiczy poznane rano węzły.


 W sobotę zaczynamy krótkimi ćwiczeniami "na sucho": jak zlokalizować zasypanego w lawinie (oczywiście zakładając, że ma na sobie działający detektor). Po godzince wychodzimy w teren, tym razem nad Czarny Staw. Dziś podzieleni jesteśmy na dwie grupy. Nasza grupa zaczyna od nauki posługiwania się lawinowym ABC. Po krótkim przeszkoleniu przez Zosię zaczynamy poszukiwać "zasypanych"****. Ponownie to, co nie sprawiało nam trudności w schroniskowych warunkach, w terenie okazało się wcale nie łatwe. Ostatecznie jednak wszyscy "zasypani" zostali odnalezieni, w czasie pozwalającym na ich dalsze odratowanie. Chociaż wiedzieliśmy, że poszukujemy tylko sprytnie ukrytych detektorów, to ta część szkolenia dała nam solidną dawkę emocji. Rzeczywiście czuliśmy się, jakbyśmy szukali zasypanych i mamy na to bardzo mało czasu. Ta niby zabawa okazała się bardzo pouczającą lekcją. Po krótkim odpoczynku dalsza część ćwiczeń. Tym razem Artur uczył nas jak zakładać stanowiska asekuracyjne. Początkowo była to asekuracja w śniegu "z ciała", z czasem poznaliśmy też sposoby asekuracji przy użyciu czekana. Kolejny udany dzień ćwiczeń zakończył się nie mniej udaną integracją wieczorową porą :)


 Niedziela to niestety ostatni dzień szkolenia. Nie tracąc czasu od razu ruszyliśmy w góry. Tym razem żółtym szlakiem, w stronę dolinki Za Mnichem. Po drodze uczyliśmy się techniki przechodzenia lawiniastych żlebów. Tym razem na ćwiczenia wybrany został dość stromy stok, tuż pod progiem Doliny Za Mnichem. Zaczęliśmy od sposobów badania struktury śniegu. Podzieleni na 3 zespoły sprawdzaliśmy w praktyce tzw. metodę norweską. Po chwili zaczęły się ćwiczenia linowe. Najpierw instruowani przez Zosię trenowaliśmy zjazdy: w kluczu, z karabinkiem i półwyblinką oraz z taśmą i prusikiem. Po emocjonujących zjazdach krótka nauka poruszania się po lodowcu i asekuracji przy wpadaniu w szczelinę. Po przerwie na kubeczek rozgrzewającej herbaty i zmianie instruktorów, podzieleni na dwuosobowe zespoły, związani liną zaczęliśmy (pod okiem Artura) ćwiczyć asekurację partnera w stromym terenie, zakładanie przelotów i punktu asekuracji. Trzeba przyznać, że ćwiczenia trzeciego dnia zdecydowanie spełniły nasze oczekiwania. Pełni wrażeń zeszliśmy do schroniska. Po krótkim, aczkolwiek serdecznym pożegnaniu Zosi i Artura rozpoczęliśmy odwrót do samochodów i powrót w domowe pielesze.


Trzeba przyznać, że trzydniowe szkolenie zimowe było dość intensywne, obejmowało szeroki zakres materiału, dało nam z pewnością podstawowe umiejętności poruszania się zimą po górach typu alpejskiego, zaś przede wszystkim pokazało ile jest jeszcze przed nami: wiedzy do pozyskania i umiejętności do nabycia, tak by w górach wysokich czuć się pewnie. Dziękuję serdecznie Bartoszowi za pomysł zorganizowania szkolenia, a przede wszystkim Zosi i Arturowi za cenny instruktaż i naukę czym są wysokie góry zimą. Mam nadzieję, że będzie to pierwsze z cyklu szkoleń wysokogórskich.

 

Maciek Klimczak (113)

 

Fotorelacja ze szkolenia dostępna jest w GALERII.

 

*Schronisko PTTK nad Morskim Okiem
**Mięguszowiecki Szczyt
*** Jeden ze żlebów u stóp Mięguszowieckiego Szczytu, najężony skałami – zbiera krwawe żniwo wśród taterników
**** w roli zasypanych występowały detektory zabezpieczone w apteczkach i schowane pod śniegiem

 

Fotorelacje z ostatnich szkoleń

DSCF8903 DSCF8863 DSCF8939 DSCF9067 DSCF9022
DSCF8985 DSCF9023 DSCF8774 lornetki DSCF9007