Polany Surowiczne
Autor: Szymon Gradka    Utworzone: 22.04.2018

Wędrując szlakami urokliwego Beskidu Niskiego do Polan Surowicznych... nigdy nie dojdziemy. A to z tego względu, że żaden szlak tam nie prowadzi. I chyba właśnie dzięki temu chatka, która tam się znajduje, nie jest specjalnie oblegana przez rzesze turystów, a jedynie przez „koneserów” i znawców tych gór. Chociaż w zasadzie trudno jest w ogóle mówić o rzeszach turystów w tej części Beskidu Niskiego.

Polany Surowiczne to nieistniejąca już wieś łemkowska. Cała miejscowa ludność wysiedlona została do ZSRR w 1946 r. Po jej dawnych mieszkańcach pozostały nieliczne już ślady: ruiny murowanej dzwonnicy stojącej niegdyś obok drewnianej cerkiewki, pozostałości cmentarza (ostatnio odnowionego), drzewa owocowe, które, choć zdziczałe, wydają jeszcze owoce, a także gdzieniegdzie podmurówki łemkowskich chyż. Nie sposób wręcz chodząc po tych terenach nie popaść w stan zadumy, refleksji oraz potrzeby poznawania i odkrywania. A okoliczne zarośla i lasy skrywają jeszcze pewno wiele tajemnic. Parę lat temu na przykład idąc lasem bez drogi czy ścieżki natknąłem się na drewniany mostek nad jarkiem, cały pokryty już mchem i porośnięty trawą.

Nad Polanami Surowicznymi dominuje góra Polańska (737 m) („Jeszcze chwila, jeszcze dwie i znów stanę u stóp raju, przed Polańską, gdzie we mgle gniade konie skubią trawę...”). Dzięki rozległym łąkom na południowych jej stokach jest to jedna z najwspanialszych widokowo gór w Beskidzie Niskim. Podziwiać stąd można rozległy masyw Kamienia (857 m), doliny górnej Jasiołki i Wisłoka, a przy dobrej pogodzie również Chryszczatą (998 m) czy Smerek (1222 m) w Bieszczadach. I choć spacer na szczyt od strony chatki jest łatwy i przyjemny (po prostu łąkami w górę), o tyle zapuszczanie się dalej bez odpowiedniego obycia się z mapą i kompasem grozi wielogodzinnym błądzeniem. Za to dla miłośników łażenia po „krzalu” są to wręcz wymarzone tereny.

Latem na obszernych łąkach Polan Surowicznych prowadzony jest wypas ogromnych ilości bydła, które może być swego rodzaju atrakcją. Poza sezonem z kolei często słychać tu nawoływania wilków...

Jedynymi budynkami we wsi (poza ruinami dzwonnicy) są dwa budynki pozostałe po zakładzie karnym. Jeden z nich jest obecnie „Chałupą Elektryków” prowadzoną przez Klub Turystyczny Elektryków „Styki” z Politechniki Warszawskiej. Warunki są takie jat to bywa w chatkach studenckich, czyli oczywiście brak prądu, drewniane prycze, metalowy piec, woda w studni (z żurawiem) lub potoku. Wieczorem przy świeczkach często odbywają się tzw. Śpiewogrania, toczą się długie, nocne rozmowy. Wszystko to stwarza niepowtarzalny klimat tego miejsca i sprawia, że chyba nie znalazł się jeszcze nikt, kto by nie chciał tutaj wrócić.

Tomek Bedyk