SKPB Łódź My w górach Rajdy Relacje z rajdów 2004 2004 - majowy XXIII Rajd Wiosenny
2004 - majowy XXIII Rajd Wiosenny
Autor: Szymon Gradka    Utworzone: 26.04.2018
2004 05 - rajd majowy

Już kilka miesięcy temu skończył się kolejny wiosenny rajd SKPB Łódź. Myślę, że póki co warto przypomnieć sobie jak wyglądał ten wyjazd w zeszłym roku. Choć pamięć jest ulotna, pewne wrażenia są niezapomniane. Nimi właśnie chciałbym się z Wami podzielić.

Rajdem tym kierował Wojtek Stachurski, zakończenie odbyło się w Lutowiskach, a wszyscy chodziliśmy we wschodniej części Bieszczadów.

Na 23 Rajdzie Wiosennym po raz pierwszy prowadziłem samodzielnie trasę. Byłem świeżo upieczonym przewodnikiem SKPB Łódź. Z Łodzi wyjechaliśmy pociągiem, jak zwykle w czwartek przed długim majowym weekendem (był to 29 kwietnia 2004 roku). Droga nie była zbyt uciążliwa (mimo przesiadki w Warszawie); jak można się było spodziewać od Rzeszowa w pociągu nie było wielu pasażerów. Nim pociąg dojechał do końcowej stacji mieliśmy już zamówiony autobus na dalsza drogę w głąb gór. Przed opuszczeniem Zagórza – „bramy Bieszczadów” zrobiliśmy jeszcze ostatnie zakupy. Razem z innymi trasami rozpoczęliśmy zwiedzanie Bieszczadów. Na początku autobusem... Uważam, że wycieczka autokarowa w tych górach dostarcza ogromnych wrażeń. Przepiękne widoki, miejscowości z niesamowitymi zabytkami, to chyba największe atrakcje możliwe do zaobserwowania z okien autobusu. Nasza trasa wiodła dużą obwodnicą bieszczadzką przez Uherce Mineralne, Ustjanową, Ustrzyki Dolne, Czarną i dalej na południe. Moja trasa wysiadła jako pierwsza, w Ustrzykach Górnych. Pogoda była przyjemna – ciepło, niewielkie zachmurzenie. Przy dźwiękach muzyki zespołu JedenOsiemL („Ile dałbym by zapomnieć Cię...”) w jednym z barów zjedliśmy śniadanie. Pierwszy etap wycieczki to przejście z Ustrzyk Górnych, przez Szeroki Wierch na Tarnicę. Cóż, początki są trudne, zwłaszcza po podróży i nieprzespanej nocy. Wdrapywanie się na grzbiet zabrało nam sporo czasu. Kiedy już wyszliśmy nad granicę lasu otworzyła się nam przepiękna panorama na Połoniny, rejon Wielkiej Rawki i inne bieszczadzkie pasma. Pod Szerokim Wierchem po raz pierwszy obserwowałem smutny widok połoniny po pożarze. Trawa (a raczej to co z niej pozostało) była czarna na ogromnym obszarze. Ciekawe jak poradzono sobie z ugaszeniem tego pożaru na wysokości ponad 1200 metrów n.p.m.? Na przełęczy pod Tarnicą spotkaliśmy inne trasy naszego rajdu i dzięki temu bez plecaków zdobyliśmy najwyższy bieszczadzki szczyt. Niestety, na górze wycieczka szkolna zaburzyła mi nieco piękno górskiego krajobrazu. Dalej udaliśmy się na Krzemień i Bukowe Berdo, z którego rozciągał się wspaniały widok na worek bieszczadzki – najdzikszą, niedostępną dla turystów część Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Zejście z grzbietu do Mucznego urozmaicił na początku zleżały śnieg, na którym ślizgaliśmy się jak na lodzie. W dolinie okazało się niestety, że nocleg spędzimy nie w Mucznym, lecz w Tarnawie Niżnej i do przejścia mamy jeszcze parę kilometrów zniszczonym asfaltem. Szczęśliwie wyposażyliśmy się na drogę w napoje i inne frykasy zakupione w małym sklepiku. Do kompleksu Iglopolu w Tarnawie Niżnej doszliśmy już po 21. Było już ciemno kiedy układaliśmy się na sianie w jednej ze stodół. Trudy wycieczki pierwszego dnia były znaczne, ale mieliśmy także moc wrażeń i pięknych widoków zapisanych w pamięci. Na koniec dnia zjedliśmy tradycyjnie gorącą glumzę przygotowaną na ognisku.

1 maja powitał nas przepiękną, upalną pogodą. Sceneria była daleka od tej jaką znamy z Europy Zachodniej, w której tak nagle się znaleźliśmy. Pierwszy dzień w Unii Europejskiej rozpoczynaliśmy w rozpadającym się kompleksie Iglopolu, który w świetle słońca wyglądał jeszcze bardziej przygnębiająco. Wielkie betonowe stodoły, duży nieład i pustka... Śniadanie zjedliśmy w towarzystwie na wpół dzikich koni, które przygalopowały z południa. W odróżnieniu od większości tras udaliśmy się na północ - doliną Sanu. Byłem w tamtym miejscu po raz pierwszy i w dalszym ciągu mam przed oczami przepiękną, zieloną dolinę naszej granicznej rzeki. Czystości przyrody dowodziły licznie występujące żmije zygzakowate. Szczęśliwie obyło się bez „przygód”. Zwiedziliśmy torfowiska „Dźwiniacz” i „Łokieć”; przekroczyliśmy drogę łączącą Muczne z Lutowiskami i wspięliśmy się na grzbiet. Dalej udaliśmy się do wsi Pszczeliny, gdzie zdążyliśmy przed deszczem zjeść posiłek popijany herbatą z ogniska. Opad był prawdziwie letni – krótki i intensywny. Lekko zmoczeni podreptaliśmy asfaltem w stronę Bereżek. Ostatnim etapem wycieczki tego dnia było podejście na Przysłup Caryński do wspaniałego schroniska studenckiego. Noc spędziliśmy pod wspólnym dachem z trasą Bartka Zgorzelskiego. Tam właśnie przy ognisku dowiedziałem się od uczestniczek jego trasy, że mam biodra szerokie jak kobieta po trzech porodach.

Następnego dnia udaliśmy się w pierwszej kolejności na Magurę Stuposiańską – wybitną kulminację na północ od miejsca naszego noclegu. Strome podejście w słońcu między niskimi, powykrzywianymi bukami nie należało do przyjemnych. Pot lał się ze mnie strumieniem. Trudy wejścia na szczyt zrekompensował widok zapierający dech w piersiach. Panorama na dolinę Sanu, pasmo Otrytu i dalej na grzbiet Żukowa była zniewalająca. Szczególnie urokliwie wyglądały dwa szczyty – Czereśnia i Czereszenka, które panom wyraźnie przypominają kobiece kształty. Szlakiem niebieskim zeszliśmy do Dwernika. Niestety kiosk spożywczy był w tej wsi zamknięty, napoiliśmy się tym co mieliśmy w plecakach. Początek podejścia na grzbiet Otrytu zachęcał z kolei do spojrzenia za siebie na Połoniny i „właściwą” część Bieszczadów. Na Otrycie zjedliśmy posiłek w pobliżu spalonej „Chaty socjologów”. W maju 2004 roku prace nad odbudową obiektu były jeszcze w powijakach. Zostało nam tylko zejście do Lutowisk – miejsca zakończenia naszego rajdu. Z radością przywitaliśmy prysznice w szkole i kuchnię, która bądź co bądź ułatwia przygotowanie glumzy. Zakończenie przy ognisku jak zwykle dostarczyło wielu wrażeń. Sceneria boiska szkolnego w Lutowiskach jest bogata – stawek z kumkającymi żabami, mostek, plac zabaw, itd. 

Ostatni dzień rajdu chcieliśmy zrobić sobie nieco luźniejszy. „Na lekko” poszliśmy na południe wspaniałym grzbietem w stronę cerkwi w Smolniku. Łąka, którą szliśmy usłana była kwiatami – w większości żółtymi mleczami. Lekki wiaterek, słońce, zapach łąki, lasu i gór zajmowały nasze zmysły. BYŁO PO PROSTU  CUDOWNIE! I, co także miłe, nie czuliśmy na plecach słodkiego ciężaru plecaków.

Cerkiew w Smolniku urzekła nas swoją prostą, wspaniałą konstrukcją. Potem zeszliśmy do drogi i busem podjechaliśmy do szkoły w Lutowiskach. Pozostało nam jeszcze zjeść co nieco przed podróżą i oczekiwać na autobus, który zabrał Was do Łodzi. Ja zostałem jeszcze kilka dni w Bieszczadach, ale to już zupełnie inna historia...

Janek Gargól (107)

PS. Pozdrawiam w tym miejscu Wszystkich ludzi, którzy razem ze mną tworzyli trasę na 23 Rajdzie Wiosennym i przebyli opisana przeze mnie drogę (Agnieszkę, Piotrka, Pawła, Radka, Mariusza, Pawła, Agnieszkę - kolejność przypadkowa). Mam nadzieję, że spotkamy się wkrótce na kolejnym rajdzie SKPB Łódź!

 

Fotorelacje z ostatnich rajdów

DSCN3141-P50 IMG_7788-P50 IMG_6201-P50 DSCF4493-P50
DSCN9219 P3280285-P50 DSC05237-P50 Rajd Majowy 2009 113-P50