SKPB Łódź My w górach Rajdy Relacje z rajdów 2005 2005 - kwietniowy XVI Rajd Primaaprilisowy
2005 - kwietniowy XVI Rajd Primaaprilisowy
Autor: Szymon Gradka    Utworzone: 24.06.2018
 

Jak co roku w pierwszych dniach kwietnia odbył się pierwszy wiosenny rajd organizowany przez nasze koło. XVI Rajd Primaaprilisowy miał miejsce w tym roku w dniach 1-3 kwietnia we wschodniej części Beskidu Niskiego, a dokładniej trasy rajdowe poruszały się po Beskidzie Dukielskim i po terenie tzw. Gniazda Jawornika.

Wszystko zaczęło się 31 marca około godziny 23:00 kiedy opuściliśmy Łódź nie jak zwykle pociągiem, lecz wyjątkowo autokarem. Niektórzy z nostalgią :-) spoglądali na nieodległe zabudowania dworca PKP. Tym razem niestety nie było nam dane jechać pociągiem, ponieważ „nasze ukochane” :-) koleje państwowe mogły nam jedynie zapewnić tylko kilkunastogodzinną podróż z czteroma, pięcioma przesiadkami. Dlatego stalowego rumaka zamieniliśmy na pięćdziesięcio osobowego Jelcza PR110 DeLux :-) i ruszyliśmy w inny niż zazwyczaj sposób.

Beskid Niski nie jest jeszcze (a może właśnie na szczęście jest!!!) zbyt mocno zurbanizowany. Wyjątek stanowią obrzeża, na których rozlokowane są popularne uzdrowiska (Iwonicz, Rymanów, Krynica). Fakt ten pozwala maszerować po odludnych, zapomnianych może trochę terenach bez uciążliwego tłumu i zgiełku. Niestety ma to również swoje minusy, ponieważ zaplecze turystyczne i baza noclegowa poza wymienionymi obrzeżami nie są bogate. Na spanie w namiotach jest jeszcze :-) troszkę za wcześnie, dlatego pewnie zastanawiacie się gdzie nocowaliśmy? Z pomocą przyszli nam studenci :-) i ich wspaniałe chatki studenckie, które to w większości nie zapewniają „zdobyczy” cywilizacji, ale za to zapewniają wspaniałą, naprawdę wspaniałą atmosferę, którą chce się czuć na każdym noclegu w górach. Niestety obiekty te nie są otwarte przez cały rok, dlatego jadąc w góry po drodze zabieraliśmy osoby, które udostępniały nam te chaty. I tak w Łodzi dołączył do nas Krzysiek z SKT Styki z Warszawy, który otworzył nam chałupę w Polanach Surowicznych, gdzie odbyło się zakończenie rajdu. W Rzeszowie dołączył do nas Paweł „Stirlitz” Marciniszyn z SKPB Rzeszów, posiadający moc :-) otwarcia chatki w Zyndranowej. W takim to oto składzie około 7:00 rano wjechaliśmy do Dukli, gdzie rozpoczęła się właściwa część rajdu. W tym jakże ciekawym, z bogatą historią mieście rozpoczęła się swą wycieczkę jedna z grup pod czujnym okiem Grzegorza Ciejowskiego. Wraz z nim kilkuosobową grupę poprowadził jeden z tegorocznych kursantów „Słodki”. Po zwiedzeniu Dukli przemaszerowaniu stoków Cergowej udali się na nocleg do gościnnej chatki studenckiej w Zawadce Rymanowskiej prowadzonej przez SKPB Lublin. Następnego dnia przez Przełęcz Szklarską, Jawornik i Polańską przeszli na miejsce zakończenia rajdu a mianowicie do chałupy na Polanach Surowicznych.

Pozostał dwie grupy pieszą część rajdu rozpoczęły w Trzcianie. Jedna z nich pod dowództwem Bartka „Zgorzela” Zgorzelskiego wraz z kolejnymi dwoma kursantami „Jagodą” i Irkiem ruszyła przez Zawadkę Rymanowską, Przełęcz Szklarską na Polany Surowiczne. Kolejnego dnia zajęli się eksploracją :-) ciekawych rejonów Polańskiej, Jaślisk oraz Doliny Wisłoka.

Trzecia grupa prowadzona przez Michała „Zyzia” Zyzika oraz skromną osobę piszącą ten tekst :-) wzmocniona kolejnymi dwoma kursantami Błażejem i Maćkiem, oraz gościnnie z Pawłem „Stirlitzem” Marciniszynem z SKPB Rzeszów wyruszyła ochoczo z Trzciny, by po kilkunastominutowym marszu wsłuchiwać się w opowieść Maćka na temat cerkwi w Zawadce Rymanowskiej. Udało nam się również zobaczyć cerkiew od środka. Dla niektórych rajdowiczów była to pierwsza okazja zobaczenia wnętrza cerkwi. Od cerkwi rozpoczęło się już prawdziwe górskie chodzenie, ponieważ kolejnym punktem naszej wycieczki była jedna z większych kulminacji w okolicy, a mianowicie Piotruś 728 . Mimo że jest to góra dość wyniosła jak na Beskid Niski, to niestety jest całkowicie zalesiona, a widok z niej jest mizerny. Ten brak dalekich panoram powetowaliśmy sobie poszukiwaniem źródełka, z którego wg podań czerpał wodę św. Jan z Dukli. Po zaczerpnięciu wody ze źródełka poprzez skalną grzędę Piotrusia udaliśmy się w stronę rezerwatu „Przełom Jasiołki”. Po błogim, pełnym słońca relaksie na polu namiotowym pod leśniczówką „Stasiane” powędrowaliśmy na Ostrą. Ten kto nie wie skąd pochodzi właśnie taka nazwa szczytu to zachęcam:-) do wejścia na tą górę właśnie od Doliny Jasiołki. Kolejny punkt tego dnia to odwiedziny u państwa Goczów z Zyndranowej w ich prywatnym Skansenie Kultury Łemkowskiej. Niestety nie było nam dane porozmawiać z samym Fedorem Goczem. Po muzeum oprowadzała nas jego małżonka. Początkowo jakby nieśmiała:-) i trochę zmęczona Kustoszka rozkręcała się z minuty na minutę :-) racząc nas różnymi opowieściami. To o ciężkich walkach wojennych, mających miejsce w okolicy, to o zwyczajach i kulturze Łemków, to o święcie „od Rusal do Jana”, to o turystach odwiedzających to miejsce, to..., aż żal było przerywać te wspaniałe opowieści, ale dzień chylił się ku końcowi a do miejsca noclegu było jeszcze pół godziny drogi. Dzień zakończył się wspólnym gotowanie glumzy i rozmowami o późnych godzin w chatce SKPB Rzeszów w Zyndranowej.

Następnego dnia przeszliśmy grzbiet Tokarni i rozłożyliśmy się w pięknym słońcu na szczycie Kamarki nad Jaśliskami. Choć nie jest to wybitna góra, to z jej niezalesionego szczytu roztaczają się wspaniałe widoki. Prawie u naszych stóp wiła się Jasiołka nad którą przycupnęły Daliowa, Jaśliska, Posada Jaśliska i Wola Niżna. Oglądaliśmy wyniosłe kulminacje, przez które przechodziliśmy poprzedniego dnia a mianowicie Piotrusia i Ostrą. Tuz obok wyłaniała się Cergowa, Czertaż, a na wschodzie za wyniosłym wałem pasma Bukowicy i Kamienia ukazywały się nieśmiało Bieszczady. Wszyscy z niecierpliwością wyszukiwali Polańskiej – kolejnego celu naszej wycieczki. Po ponad godzinnym, błogim odpoczynku i zrobieniu chyba dziesiątek zdjęć:-) udaliśmy się do Daliowej, gdzie czekała na nas kolejna cerkiew. Niestety jej wyposażenie jest bardzo skromne, aby nie powiedzieć że nie ma go w ogóle. Mimo to warto było zajrzeć do środka, by zobaczyć tego rodzaju budowlę, ponieważ drewniana cerkiew w stylu ukraińskonarodowym nie jest częstym widokiem w polskich Beskidach.

W niespełna 20 min. od tej łemkowskiej cerkwii znaleźliśmy się w Jaśliskach – miejscowości z bardzo bogatą przeszłością historyczną. Kapliczki, małomiasteczkowa drewniana zabudowa, czy fragmenty murów obronnych (rzeczywiście fragmenty:-)) to tylko niektóre rzeczy, które można zobaczyć w Jaśliskach. Udało nam się również zwiedzić centralnie umiejscowiony w miasteczku Kościół. Krótką historię Kościoła jak i samych Jaślisk przytoczył nam ksiądz, dzięki którego uprzejmości mogliśmy obejrzeć wnętrze świątyni. Potem już tylko wędrówka bardzo malowniczym, niezalesionym grzbietem Łysej Góry i Ibucza (kolejne widoki m.in. na Kamień, Jawornik, Polańską), przekroczenie jednego z dopływów Wisłoka i znaleźliśmy się na miejscu kolejnego noclegu – a mianowicie w chatce na Polanach Surowicznych. Tam czekały na nas pozostałe dwie grupy rajdowe oraz kierownictwo całego rajdu w osobach Marka Fabiańskiego i Tomka Bedyka. Chwile później dołączyła do nas pięcioosobowa reprezentacja SKPG Kraków.

Po 21:00 wszyscy zgromadzili się pod gwieździstym niebem, by przy blasku ogniska oraz przy dźwięku gitary podzielić się swoimi wrażeniami z rajdu. Niestety to ognisko nie było takie jak zawsze...

Dnia 2 kwietnia 2005 r. o godz. 21:37 odszedł od nas na zawsze Jan Paweł II.... Ta wiadomość zastała nas, kiedy zaczęły rozbrzmiewać pierwsze takty gitary. Smutek... Zamyślenie... Przygnębienie... Cisza...

Po krótkiej wspólnej modlitwie w intencji Papieża Polaka, każdy z nas na swój sposób, w ciszy wpatrując się w płomienie ogniska żegnał Ojca Świętego. ..... cicho brzmiała pieśń W. Bellona
„... i na niebie byłem ja jeden
plotąc pieśni w warkocze bukowe...”
„... moje myśli biegały końmi
po niebieskich, mokrych połoninach
i modliłem się złożywszy dłonie
do gór, do Madonny...”

Ognisko nie było takie jak zawsze…

Poranek przywitał nas szronem, który spowił okoliczne trawy, lecz bystre wyłaniające się zza gór słońce zwiastowało kolejny dzień pięknej pogody. Przed wyruszeniem na ostatni tego wyjazdu szlak cała pięćdziesiątka uczestników „pozowała” :-) do wspólnego, pamiątkowego zdjęcia z chatką AKT „Styki” i Polańską w tle. Sesja zdjęciowa spontanicznie przerodziła się w fotoopowieść a właściwie w fotoinstruktaż jak nie należy, no i oczywiście jak należy :-) korzystać ze studni i żurawia znajdujących się przy chałupie. Mam nadzieję, że praca włożona w ten fotoinstruktaż przez naszych przewodników będzie niedługo do obejrzenia w naszej galerii zdjęć oraz najprawdopodobniej w chacie na Polanach Surowicznych.

Później dwie grupy po „spenetrowaniu” :-) okolic Polan Surowicznych udały się do Jaślisk gdzie czekał na nie nasz wspaniały Jelcz PR110 DeLux.

My natomiast spragnieni kolejnych wrażeń udaliśmy się na Polańską. Jej południowe stoki dostarczyły nam kolejnych, rozległych i pięknych panoram. Natomiast północne zbocza dały nam zupełnie inne atrakcje:-). Powywracane drzewa, zarastające krzakami ścieżki, przeciskanie się przez zarośla – tak wyglądała trasa z Polańskiej na Jawornik i dalej do Królika Wołoskiego. Naprawdę „interesująco” :-) musi tam być latem, kiedy jeżyny i całe to zielsko podrośnie.

W Króliku zobaczyliśmy ostatnią cerkiew na tym wyjeździe, ale za to pierwszą murowaną. Szkoda że taki obiekt niszczeje. Zapomniany przez ludzi chyli się ku upadkowi. Może ktoś, kiedyś w końcu przypomni sobie o tej XIX wiecznej cerkwi, w której we wnętrzu gdzieniegdzie można jeszcze zobaczyć stare malowidła. Pod cerkwią dołączyliśmy do pozostałych grup jadących autokarem z Jaślisk. Około 23 wszyscy cali i zdrowi, choć może lekko niewyspani znaleźliśmy się z powrotem w Łodzi.

Podsumowując. Wyjazd można zaliczyć do bardzo udanych m.in., dlatego że podstawowy, a zarazem najbardziej zmienny i nieprzewidywalny czynnik – a mianowicie pogoda nie zawiodła nas przez wszystkie dni. Było piękne słońce a co za tym idzie piękne widoki, był śnieg, który miejscami sięgał kolan, były pierwsze wiosenne kwiatki, ale i niestety czasem woda w butach też. Czyli wszystko to, co do szczęścia:-) rajdowiczom w górach potrzeba. Wszyscy szczęśliwi, wypoczęci z opalonymi „mordkami” wrócili do szkoły, do pracy, na studia….

Jeśli kogoś zainteresowała ta relacja z XVI Rajdu Primaaprilisowego po Beskidzie Niskim, to zapraszam gorąco już niedługo na kolejny rajd organizowany przez nasze koło. W długi majowy weekend wyjedziemy ponownie w Beskid Niski, tym razem w jego zachodnią część, a dokładniej w Dolinę Ropy. Tych, których tam jeszcze nie było i tych którym Beskid Niski już zasmakował zapraszamy serdecznie.

Czarny (110)

 

Fotorelacje z ostatnich rajdów

DSCF0934-P50 DSCN9204 DSCN9219 IMG_8016-P50
DSCN9186 DSCF4483-P50 DSCN9209 Rajd Majowy 2009 96-P50